wełna

sobota, 22 lipca 2017

Corriedale

Jasnoszare zobaczyłam u Kariny w http://e-welenka.com/  jej autorska mieszanka , biel z delikatną szarością. Tak urzekła mnie ta wełenka , że zapałałam chęcią jej posiadania i po prostu wykupiłam cały zapas. W sumie miałam całe 800 g to bardzo dużo. Zaświtał mi wtedy pomysł , żeby zrobić sobie sweter, tylko jaki ? Najpierw tą cudną wełenkę postanowiłam zamienić w nitkę. Wybór padł na 3 - nitkę , więc zabrałam się do pracy. Wyszło tego 1884 m, więc uroczy grubasek. Przy robieniu takiego rodzaju nitki , potrzeba uprząść najpierw 3 single ( pojedyncze nitki ), a pózniej razem je skręcić. Taką ilość zrobiłam w dwa tygodnie, Przed skończeniem przędzenia , wiedziałam już jaki będzie z tego sweterek. Ma być oversizowy, lużny i wygodny. Inspirowałam się swetrem Birch Bay , chociaż wzoru nie użyłam jak w orginale. Chodziło mi bardziej o kształt swetra. Jedyny medykament tego rodzaju robótki to jest to , że niestety trzeba zszywać dzianinę, ale z tym też sobie poradzę :) )O dalszych postępach pracy , będę pisać. Pozdrawiam wszystkich moich czytelników . Pa :)


Jak widzicie jeden motek jest ciut jaśniejszy, trochę mniej szarości :)



poniedziałek, 10 lipca 2017

Niebiesko mi ....

Nareszcie mogę powiedzieć , że skończyłam uff:) Przędzenie tej cudownej mieszanki merynosa z jedwabiem zajęło mi około 2 tygodni z małymi przerwami. Nie obyło się bez różnych komplikacji po drodze :) Po pierwsze farbowanie - mieszanki z jedwabiem trudniej wchłaniają barwnik, trzeba dość dużo go zaaplikować . I tak w moim farbowaniu , pojawiły się w niektórych miejscach jaśniejsze a wręcz białe prześwity. Z tym sobie poradziłam i wyszły różne odcienie niebieskiego poprzez biały , jasny turkus i fiolet. Nigdy tak naprawdę nie wiem jaki wyjdzie kolor docelowy nitki. Jeżeli chodzi o przędzenie , wcale nie było tak łatwo , może dlatego trwało to tak długo. Czesanka po farbowaniu z lekka mi się zbiła i trzeba było rozlużniać w palcach. Już w trakcie przędzenia zauważyłam , krótsze kawałki jedwabiu , które utrudniają przędzenie. Trzeba je było odrzucać i niestety było trochę odpadu. Mimo tych trudności efekt końcowy bardzo mnie zadowala. Wyszło tego 493 g - 2290 m 2ply. Jest to podwójna nitka czyli singla gdzieś około 4580 m dużo, dużo kilometrów nitki. A oto kilka zdjęć i etapy pracy nad nią.






Tyle było odpadu , niestety :(



 Pozdrawiam wszystkich moich czytelników. Buziaki !

środa, 5 lipca 2017

Tour de France ?

Postanowiłam pedałować razem z kolarzami , tylko trochę w inny sposób :) z tym , że posiłkuję się moim elektrycznym kołowrotkiem. ( niestety noga daje o sobie znać ) Chciałabym napisać kilka słów o tym bardzo przydatnym radzieckim wynalazku ( mój jest z 1984 roku ) Małe pudełeczko , zaopatrzone w pedał jak u maszyny do szycia , niby nic wielkiego , ale przy moich dolegliwościach nie muszę rezygnować z przędzenia. Kołowrotek bardzo prosty w obsłudze.  Jedyny medykament to jego prędkość , trzeba umieć szybko podawać wełnę. Ja już od dawana go opanowałam. Jest to idealny kołowrotek , jeżeli chcemy osiągnąć cienką nitkę. Nie zrobimy na nim art yarnów czyli bardziej artystycznych włóczek. Drugą wadą kołowrotka jest mała szpula. Przy robieniu singla udało mi się " upchnąć" na szpuli 161g . Obecnie na kołowrotku króluje jedwab z merynosem w różnych odcieniach niebieskiego poprzez biały , fiolet. Mam tego do zrobienia 500 g i że przy jednym kolorze szybko się nudzę , postanowiłam zrobić sobie mały przerywnik czyli inną wełnę. Wybór padł przypadkowo:) Wybrałam Corriedale jasno- szare od  Karina jest to jej autorska mieszanka. Niesamowita wełna , idealnie wymieszana z szarymi akcentami ( już marzy mi się sweter z tej włóczki ). Idealnie się przędzie, jakby sama szła z ręki :) , ale jeszcze dużo pracy przede mną . I jak to bywa z moimi planami , które szybko ulegają zmianie ( dużo projektów czeka na dokończenie ). Jak wiecie pogoda u nas w kratkę , przędę i w domu i w moim kochanym ogrodzie. Ile ja muszę się namęczyć przeciągając przedłużacz z domu by moja Czarodziejka mogła pracować. Oto praca dzisiejszego dnia :
Moje królestwo i kołowrotek :) Co więcej potrzeba ?
 Już od trzech lat Czarodziejka nigdy się nie zepsuła , nie odmówiła posłuszeństwa, zawsze działa. Moim zdaniem nie do zdarcia. Jest to super alternatywa dla prządek , które maja problemy ze stawami tak jak w moim przypadku.
 Tak jak pisałam wcześniej udało mi się na tej szpuli zmieścić 161 g wełny. 
Waga pustej szpuli

Tyle z wełną :)
Tak jak już wiele razy pisałam drugą moją miłością jest ogród, każdą wolną chwilę mu poświęcam. Żałuję tylko , że jest mały by pomieścić więcej roślin , warzyw i kwiatów. Obecnie królują pomidory i ogórki. Mam nadzieję ,że nie dopadnie ich zaraza bo staram się używać jak najmniej chemii. Dzisiaj robiłam i oprysk z drożdży rozpuszczonych w wodzie ma zapobiec zarazie ziemniaczanej . Zobaczymy czy pomoże :) Pozdrawiam wszystkich. Do następnego razu :) Pa

 I jeszcze moje kochane róże :) 



 I wejście do mojego królestwa :) 
 Muszę sprostować trochę powyższy wpis , dzięki głosom dziewczyn , które przędą na Czarodziejce , faktycznie jest tam pokrętło , które reguluję prędkość. Przepraszam za pomyłkę , całkiem o tym zapomniałam. Z prostego powodu w moich dwóch Czarodziejkach niewiele zmienia się prędkość tak jest według mnie. :)

wtorek, 4 lipca 2017

Powrót....

Dawno mnie nie było na moim blogu :( Nic nie pisałam , ale to nie znaczy , że nic nie robię. Przez pewien czas brakowało mi pomysłów na nowe wełenki. Cierpiałam na brak weny, inne zajęcia wyparły przędzenie. Teraz powróciłam z zdwojoną siłą i mam dużo pomysłów na niteczki. Moją drugą miłością po wełnie jest ogród i prace w nim sprawiają mi ogromna przyjemność. Odrywam się od codziennych kłopotów i zmartwień. Codzienne obserwacje jak każda roślina rozwija się , rośnie , wydaje owoce. To coś niesamowitego i zawsze będzie budzić we mnie podziw. Wracając do wełny , poczyniłam kilka farbowanek, które teraz możecie po oglądać na moim blogu.













 Trochę się tego nazbierało , nie które z nich znalazły nowe właścicielki. Pozostałe czekają na swoją kolej. Obecnie na kołowrotku merynos z jedwabiem całe 500 g , więc naprawdę dużo pracy. Ten rodzaj wełny niestety nie jest prosty w przędzeniu. W trakcie pracy niestety jest trochę odpadu czyli małych farfoclów z jedwabiu , które muszę wydłubywać w trakcie przędzeni. Mimo tego nitka nie traci na wyglądzie. 



 Pozdrawiam wszystkich moich czytelników i obiecuję częściej zaglądać na mój blog. Buziaki :)

środa, 10 maja 2017

Ptasie mleczko - smak dzieciństwa

Postanowiłam podzielić się przepisem na ptasie mleczko, piankę deser z mojego dzieciństwa , deser rodem z PRL-u. Tak właśnie były to czasy w który dzieci nie miały takiego dostępu do słodyczy jak teraz. Racje były wydzielone i na kartki. Tak to prawda i nie wszyscy mogą to pamiętać. Ja w tym czasie byłam dzieckiem i do dziś pamiętam smak czekolady kupionej na kartki :) Ptasie mleczko jest zrobione z ogólnie dostępnych w tym czasie składników czyli : jajek , cukru i żelatyny. Ja swój przepis trochę zmodyfikowałam dodając kakao i galaretkę. Nie wiem czy już pisałam wcześniej urodziłam się na wsi , więc jajek mieliśmy naprawdę dużo ( babcia hodowała kury i nie tylko ). I jak bardzo zachciało nam się czegoś słodkiego mama nam go robiła. Podaję przepis .                                                                                                                                      8 jajek ,1,5 szkl. cukru ,50 g żelatyny ,1 galaretka czerwona ,2 łyżeczki kakao .    Żelatynę rozpuszczamy 1,5 szklanki gorącej wody, dzielimy na trzy części. Galaretkę rozpuszczamy wg przepisu na opakowaniu. Tortownicę smarujemy masłem lub odrobiną oliwy. Oczywiście jajka porządnie myjemy i sparzamy. Jest to jednak deser z surowych jajek , więc trzeba uważać ( ja mam jajka prosto od gospodarza)                                          1 warstwa - Ubijamy 4 białka z 1/2 szkl. cukru na sztywno. Dalej ubijając dodajemy przestudzoną jedna żelatynę, wylewamy na blaszkę odstawiamy do lodówki.                     2 warstwa robimy tak samo tylko do ubitych białek dodajemy kakao, wylewamy na pierwszą warstwę i znowu do lodówki.                                                                                    3 warstwa - Ubijamy 8 żółtek z 1/2 szkl. cukru na puszystą masę możemy dodać cukier waniliowy lub olejek o dowolnym zapachu. Na koniec wylewamy krzepnącą galaretkę I wstawiamy do zastygnięcia. Smacznego :) Jeżeli bardzo boimy się tych surowych jajek , możemy je ubić na parze , ale to będzie trwało trochę dłużej.                                               Polecam go dla osób lubiących słodycze :) Chociaż w nim aż kipi od cholesterolu , ale co tam warto trochę pogrzeszyć. Pozdrawiam

wtorek, 9 maja 2017

Jabłka na szarlotkę - Cytrynowe ?

Postanowiłam , że na moim blogu znajdą się nie tylko wpisy na temat wełny :) Będę umieszczać również swoje , różne przepisy. Jak wiecie przygotowania do Komunii trwają. Postanowiłam upiec szarlotkę , którą w moim domu wszyscy lubią. Tylko jest jeden dylemat bo nie wszyscy lubią cynamon :( Ja osobiście nie wyobrażam sobie jabłecznika bez niego , ale jak to w życiu bywa jestem w mniejszości. Ten przepis jest dla osób , które nie lubią tej przyprawy. Przygotować go można na zimę. Mi niestety zabrakło jabłek , więc musiałam zrobić nowe. Przepis podaję na 1,5 kg jabłek.                       1,5 kg - jabłek, cytryna, cukier ( wedle uznania , jeżeli są jabłka słodkie możemy dać go mniej )  Jabłka obieramy, ścieramy na grubej tarce . Smażymy z cukrem przez 30 min, często mieszając by się nie przypaliły. Po tym czasie ścieramy skórkę z cytryny ( oczywiście wcześniej ją dobrze myjemy w gorącej wodzie ) a póżniej wyciskamy , również sok. Chwilę jeszcze mieszamy i przekładamy do wyparzonego słoika, odwracamy do góry dnem i zostawiamy. Słoik powinien złapać , więc nie trzeba go już pasteryzować. Ja zużyję je w piątek , piekąc szarlotkę. Jeżeli chcemy zrobić takie na zimę to po wystudzeniu jeszcze je pasteryzuję przez 10-15 min. Jeżeli chcemy użyć jabłka do ciasta to ja je trochę podgrzewam dodaję łyżkę masła. Jeżeli jabłka są za rzadkie dodaję trochę bułki tartej. Ja osobiście używam i ciasto zawsze wychodziło pyszne. Przepis na jabłecznik podam jak już będzie gotowy. Pozdrawiam